Portal społeczno-kulturalny regionu kępińskiego
Balbiny, Kamila, Kornelii 2 Kwietnia 2020, 01:10
Dziś 2°C
Jutro 6°C
Sport
27 Kwietnia, 2018

Piłka nożna: Status quo w czołówce

Na czele tabeli grupy czwartej Kaliskiej Klasy B nie doszło do zmian dlatego po dwunastej serii gier status quo został zachowany. Lider z Mikorzyna tym razem zainkasował komplet punktów bez konieczności wychodzenia na boisko. Powalczyć o wynik musiał natomiast wicelider rozgrywek. Drużyna z Łęki Opatowskiej ograła na wyjeździe LZS Trzcinica, dzięki czemu utrzymała dwupunktową stratę do prowadzącego LZS-u Mikorzyn.

W pierwszym kwadransie gracze LZS-u Trzcinica bronili się z gracją niedźwiedzia wyrwanego z zimowego snu, ale jednak Zawisza niczym Twardowski z mickiewiczowskiej ballady, tylko „śmieszył, tumanił, przestraszał”. Dość powiedzieć, że gdyby po czternastu minutach było 5:0 dla piłkarzy z Łęki Opatowskiej, to nikt by się zbytnio nie zdziwił. Sędzia odgwizdał aż cztery spalone, ale tylko raz wskazał na wapno. Niezawodny w takich sytuacjach Sebastian Joniak uderzył jednak tak, jakby prezes obiecał premię… za strzał w środek bramki. Na dokładkę świetny w tym meczu golkiper Trzcinicy błyskawicznie uruchomił kontrę, a akcję celnym strzałem po ziemi wykończył Pilarz. Powiało sensacją. Po chwili trybuny wypełnione gęsto kibicami Zawiszy zawyły z rozpaczy, bo ich pupile w popisowy sposób zmarnowali kolejny rzut karny. Tego nie wytrzymał słynący zwykle ze spokoju trener Tomasz Stawski i błyskawicznie dokonał dwóch zmian. Za Joniaka i Mielczarka wpuścił Alberta i Polte. Ciekawe, że obraz gry nie zmienił się nadzwyczajnie, bo gospodarze tylko raz wyszli z własnej połowy, ale za to Zawisza zaczął uwijać się jakoś trzy razy szybciej. Cóż z tego, skoro nic nie chciało wpaść do bramki rywala, której dzielnie strzegł niezawodny Bartek Kościelny. Kluczowy moment meczu nastąpił w 30. minucie. Bramkarz Trzcinicy uchronił swoją drużynę przed nieuchronną stratą, ale interwencję okupił bolesną kontuzją. Wyszedł co prawda na drugą połowę, ale gołym okiem widać było, że to już nie ten Kościelny. A kiedy Szota wyrównał pięknym strzałem z wolnego w samo okienko, załamany golkiper Trzcinicy poprosił o zmianę. Taki los bramkarza. Obronił dwa karne i z pół tuzina „setek”, a wykluczyła go kontuzja. Pięć minut później, po trzecim karnym, goście wyszli wreszcie na prowadzenie. – Sprawę celnym strzałem załatwił Bober, który tuż przed meczem usiłował ubłagać trenera, by ten jednak wpuścił go na boisku. – Trenerze, nie będę rozrabiał i strzelę gola – obiecywał. Jak widać Bober umie dotrzymać słowa. Gospodarze nie mieli już żadnych sportowych argumentów, sięgnęli więc po broń ciężką. Sędzia nie podzielił ich punktu widzenia na futbol i w 75. minucie wyrzucił z boiska Grygiera. Goście podkręcili tempo i w kilka minut przesądzili losy meczu. Przy dwóch golach duży udział miał kapitan Zawiszy. P. Idczak najpierw bezbłędnie obsłużył Czworowskiego, a dwie minuty później wykorzystał dośrodkowanie D. Polte i i celnym strzałem głową ustalił wynik meczu. Z trybun runął entuzjastyczny hymn Zawiszy, a telefony prezesów uśmiechnęły się po raz czwarty. Zawisza pokazał, że jest zespołem, który potrafi wyjść z dużej opresji. I ma w swoich szeregach piłkarzy, którzy potrafią to zrobić.

~ EMS

Komentarze

Pozostało znaków: 1000

Redakcja Tygodnika Kępińskiego nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez Internautów. Wypowiedzi zawierające wulgaryzmy, naruszające normy prawne, obyczajowe lub niezgodne z zasadami współżycia społecznego będą usuwane.

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!