Portal społeczno-kulturalny regionu kępińskiego
Jana, Moniki, Wiktora 21 Maja 2019, 18:52
Dziś 20°C
Jutro 18°C
Historia
21 Listopada, 2018

Warszawa: Widziane z perspektywy uczestników

Święto Niepodległości organizowane w tym roku miało szczególnie uroczysty charakter, właśnie 11 listopada minęło sto lat, od momentu gdy Polska odzyskała swoją państwowość. Miejscem wielu ceremonialnych wydarzeń z udziałem najwyższych władz stała się Warszawa, w tym również Marsz Niepodległości, organizowany od kilku lat 11 listopada. Jak się okazuje, nie zabrakło na nim mieszkańców Kępna, Olszowy i Wieruszowa, nie tylko sympatyków PiS-u - jak by się zdawało - ale i innych partii oraz bezpartyjnych. Wyjazd miał charakter prywatny i pokryty został z własnych funduszy.

Nasz wyjazd okazał się spontaniczną prywatną decyzją, nagle zdecydowaliśmy się na tę jednodniową podróż do stolicy. - Jest stulecie. Zapowiada się piękny marsz, zabezpieczany przez państwo - mówiliśmy. Wszyscy nagle poczuliśmy się zaproszeni przez organizatorów: zarówno pana prezydenta, jak i działaczy Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Nasza ciekawość rosła wraz z działaniami przeciwników marszu, zatrwożył nas zakaz jego organizacji, sprzeczny z Konstytucją. No i pojechaliśmy na przekór wszystkiemu i z wielkiej potrzeby świętowania jubileuszu stulecia suwerenności.
Przygodę z Warszawą rozpoczęliśmy od Placu Piłsudskiego, na którym mieliśmy okazję uczestniczyć w odsłonięciu Pomnika Lecha Kaczyńskiego. Otaczały nas olbrzymie telebimy, które ułatwiały obserwację. Około godziny 14.00 znaleźliśmy się na Rondzie Dmowskiego, aby rozpocząć trasę przemarszu, która Alejami Jerozolimskimi, Mostem Poniatowskiego, Wybrzeżem Szczecińskim, ulicą Siwca, miała zaprowadzić nas na Błonia Stadionu Narodowego. Łączna długość trasy wynosiła ponad 3 km.
W wielkim ścisku czekaliśmy na wymarsz około 1,5 godziny. Rozumieliśmy utrudnienia, ponieważ to, co zobaczyliśmy, przeszło jakiekolwiek nasze oczekiwania. Morze ludzi i biało-czerwonych flag, wiele życzliwości, serdeczności, jeden drugiego pilnował, upominał, nie bał się agresywnej odpowiedzi i nie bał się udzielać reprymendy, jeśli działo się coś niegodnego jak na taki marsz. Wszystko to działo się na naszych oczach i było całkowicie sprzeczne z proroctwami niektórych Polaków.
Niestety, bardzo zasmucił nas brak flag na trasie marszu. Wielkie okna warszawskich kamienic świeciły pustkami, ale wtedy właśnie mocniej machaliśmy naszymi, tymi zakupionymi lub przywiezionymi z miejsc naszego zamieszkania, a przyjechaliśmy – jak się okazało - z całej Polski, każdy z radością wymieniał miejsce, skąd przybył i nie mogliśmy się nadziwić, że przyjechaliśmy z tak różnych stron. Zdarzały się i miłe sytuacje, entuzjastycznie machające flagami z balkonu warszawianki spotkały się z wielkim aplauzem maszerujących, którzy na ich cześć skandowali patriotyczne hasła. Wśród osób idących obok nas, znajdowali się inwalidzi na wózkach, dzieci prowadzone za rączkę przez rodziców, całe rodziny, starsi o laskach i wiele, wiele, młodych twarzy. Nie było policjantów na chodnikach, każdy się pilnował, wiedział, że to sprawdzian dla Polaków, tak to odbieraliśmy. W środku maszerujących znajdowały się jedynie karetki pogotowia, było ich dużo. Chłopiec, który próbował skandować hasła z przekleństwami i spotkał się ze strofowaniem jednej z maszerujących pań, zamilkł, chociaż swoje zdanie na ten temat powiedział. Race w środku pochodu się zdarzały, nie były jednak groźne, chociaż tak wyglądają, gdy ogląda się relację w telewizji. Było głośno, bo i tłumy były niesamowite. Zimno, którego miejscami w ogóle nie czuliśmy.

~ Wrażenia i wspomnienia
uczestników Marszu 2018 r.
spisała Grażyna Gatner

Więcej w nr 47 (1302) 2018 r. „Tygodnika Kępińskiego”.

Komentarze

Pozostało znaków: 1000

Redakcja Tygodnika Kępińskiego nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez Internautów. Wypowiedzi zawierające wulgaryzmy, naruszające normy prawne, obyczajowe lub niezgodne z zasadami współżycia społecznego będą usuwane.

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!